Dramatyczne wspomnienia o zniknięciu dobrego kolejowego ekspresa Leszka
Stacja PKP Zielona Góra, peron 2, Ekspres Lech przed odjazdem do Warszawy (grudzień 2010 r., zdj. Tomasz R.)
Pociąg ekspresowy Intercity ''Lech'' pożegnał Zieloną Górę w grudniu 2010 r. i przywitał ją ponownie w grudniu 2013 r. dając dużo szczęścia Lubuszanom, którzy chcieliby podróżować do Polski Centralnej szybko i komfortowo. Warto zaznaczyć bardzo pozytywną zmianę jaka zaszła od momentu opuszczenia Zielonej Góry przez Lecha do czasu jego powrotu, czyli zbudowanie w tym czasie kolejowej łącznicy omijającej miasto Czerwieńsk, dzięki której czas podróży pociągów z Poznania, Gdyni i Warszawy do południowej stolicy województwa lubuskiego uległ skróceniu o 20 min. Oto wspomnienia z tamtego dramatycznego wydarzenia.
Od 12 grudnia 2010 r. zielonogórzanie i okoliczni obywatele lubuskiego regionu nie mają już możliwości podróżowania pociągiem ekspresowym klasy InterCity, bo po roku kursowania z Zielonej Góry do Warszawy, wrócił on na swoją tradycyjną trasę z Poznania do Warszawy. Aktualne bezpośrednie połączenie kolejowe z Zielonej Góry do Warszawy zapewnia pociąg TLK, który jest pociągiem wolniejszym i mniej komfortowym. Nikt z władz Zielonej Góry i województwa lubuskiego nie pomyślał o zwykłych obywatelach, w przeciwieństwie do troski o urzędników, dla których zakupiono duży pakiet drogich biletów na przeloty samolotami z lotniska w Babimoście do Warszawy. I tak na przykład od nowego rozkładu jazdy normalny bilet z Zielonej Góry do Poznania na pospieszny pociąg TLK kosztuje 33 zł, a nie 23 zł za przejazd ekspresem w ogólnodostępnej ofercie last minute jak było przed rozkładową zmianą. Taki stan rzeczy pokazuje jak samorządowa władza tego regionu troszczy się o zwykłych uczciwych obywateli, którzy nie mają normalnych możliwości godziwej pracy w Zielonej Górze (marketolandia i hurtowniolandia groszopłacowa) i okolicy, więc są zmuszeni pokonywać setki kilometrów w celu zapewnienia własnego rozwoju i podejmowaniu pracy. Od nowego rozkładu jazdy na terenie województwa lubuskiego nie jeździ kolej z Rzepina przez Ośno Lubuskie i Sulęcin do Międzyrzecza ani też ze Zbąszynka przez Międzyrzecz i Skwierzynę do Gorzowa Wielkopolskiego. Taki stan rzeczy budzi poważne zaniepokojenie mieszkańców tych i innych mniejszych miejscowości, bo czy remont toru uzasadnia wyłączanie komunikacji szynowej jest naturalnie podejrzane (w cywilizowanych regionach Europy zazwyczaj prowadzi się prace torowe utrzymując kursowanie najważniejszych dla codziennych pasażerów pociągów prowadząc prace torowe np. w porze nocnej). W województwie lubuskim praktykuje się uciekanie od kosztów nie realizując przewozów kolejowych, realizując je w byle jaki sposób i zmniejszając ich ilość, co w konsekwencji może doprowadzić do likwidacji regionalnych linii kolejowych.
Kolej i młodzi, wykształceni obywatele w województwie lubuskim potrzebują konkretnych inwestycji ukierunkowanych na nowy kapitał ludzki, nowoczesny tabor i modernizację wysłużonych torów. Nie zrozumiały jest fakt, że w ''LUBUSKIM WARTYM ZACHODU'' jest ''ZA DUŻO SMRODU NAWET DLA WSCHODU'', czego nie należy się wstydzić uciekając w dźwięcznie brzmiące hasełka lecz równie mocno propagować, dotykać codziennych rzeczywistych problemów mieszkańców, których, co ciekawe i nie wiedzieć czemu tak naprawdę pomijane, korzenie najczęściej prowadzą na wschód. Hasło przewodnie ''Lubuskie warte zachodu'' jest bardzo zastanawiające i dlaczego nie mogłoby również brzmieć ''Lubuskie warte wschodu i zachodu'' ? Przecież wschód to ważna część świata, państwa rozwijające się, ludzie zasługujący na szacunek taki sam jak obywatele krajów zachodnich. Poważnie podchodząc do tematu warto lubuskie otworzyć dla różnych kultur, zapraszać do współpracy także wschodnich inwestorów i prowadzić działania promocyjne z dobrym smakiem, zgodnym z najlepszymi ideami międzynarodowego partnerstwa. Ale lubuscy urzędnicy i najwyżsi dostojnicy specjalnie się tym nieprzejmują wprowadzając kolejne wspaniałe pomysły w życie. Wyjątkową wspaniałomyślnością wykazali się lubuscy senatorowie (duet PO plus PiS), którzy chcąc szybciej dojeżdżać swoimi furami z Zielonej Góry do Warszawy, przeforsowali w senacie podwyższenie prędkości na polskich autostradach i drogach ekspresowych. Podniesiono też dopuszczalne przekroczenie prędkości ''błędu kierowcy'' do 10 km na godz. uzasadniając to tym, że: ''kierowca samochodu musi najpierw obserwować drogę, a dopiero potem wskaźniki na kokpicie''. Wytłumaczenie tych zmian jest tak samo niepokojące jak fakt, że w zasypanym przez śnieg Kostrzynie nad Odrą niemieckie jednostki kolejowe jeżdżą normalnie a lubuskie szynobusy ugrzęzły w śniegu. No cóż, nie należy się czepiać, bo w końcu to "LUBUSKIE JEST WARTE ZACHODU''. Na listopadowej konferencji w Senacie eksperci ze Szwecji, Holandii i Wielkiej Brytanii zapytali polskich przedstawicieli, jak chcą spełnić wymogi Unii Europejskiej dotyczące ograniczenia liczby wypadków drogowych, w związku z podwyższeniem prędkości. Odpowiedzi nie usłyszeli. Odpowiedź będziemy słyszeć my, zwykli obywatele, codziennie przeglądając ''wypadkowe'' informacje w swoim miejscu zamieszkania np. w prasie lokalnej. Będą wspominać nam o tym w radiu i telewizji. Potem na koniec roku będzie krótkie podsumowanie typu: Polska jest europejskim liderem w niechlubnych statystykach śmiertelnych wypadków na drogach. W naszym kraju ginie rocznie na drogach prawie sześć tysięcy osób. Ta ogromna rzesza ludzi co roku ginie po cichu, powodując rodzinne tragedie i podnosząc koszty społeczne (miliardy złotych, które można byłoby przeznaczyć na inwestycje wspierające rozwój przyjaznej dla zwykłego obywatela infrastruktury). Ale tego nasi decydenci zdają się nie wiedzieć lub po prostu nie chcą wiedzieć. Dobrze, że zima w województwie lubuskim mocno trzyma, bo dzięki siłom natury kierowcy jeżdżą ostrożniej, a co za tym idzie wypadki śmiertelne zdarzają się bardzo rzadko (na razie pozytywne statystyki układa przyroda). Ale za to na tych lubuskich drogach, gdzie śnieg odkrywa nawierzchnię pokazuje się mnóstwo dziur. I tak jeżdżąc np. po Zielonej Górze mamy do czynienia z licznymi niespodziankami (największym i najdroższym hitem jest wyremontowana za grube unijne pieniądze ulica Sulechowska, gdzie woda stoi po bokach, a jadąc nowym asfaltem w pewnym momencie czuje się znaczny zeskok - obok zeskoku jest rozkopany nowo położony chodnik i rozkopana nowa ścieżka rowerowa). Ale życiowe niespodzianki to lubuska specjalność. Bo: ''LUBUSKIE JEST WARTE ZACHODU !''. Najaktualniejszą niespodzianką jest ''skok przedstawicieli lubuskiej władzy'' na unijne pieniądze przeznaczone na modernizację linii kolejowych. Otóż, żeby ratować zagrożoną budowę odcinka drogi S3 ze Skwierzyny do Gorzowa (stan finansów państwa polskiego po prostu na to nie pozwala), lubuscy politycy wystąpili do Komisji Europejskiej o zabranie 5 mld zł przeznaczonych na rozwój nowoczesnej kolei, w celu przeprowadzenia budowy krótkiego odcinka drogi S3. Jeśli na tym polega niwelacja różnic społecznych i wypełnianie Konstytucyjnej zasady subsydiarności, to niebawem mocno zaniedbana kolej w województwie lubuskim przestanie funkcjonować, a z Zielonej Góry do Wrocławia, Gorzowa i Szczecina będziemy mieli jedną zatłoczoną drogę komunikacyjną, co niejednokrotnie spowoduje paraliż komunikacyjno-organizacyjny w życiu mieszkańców regionu.
Czy niewykorzystane możliwości dwóch korytarzy komunikacyjnych, tzn. zapuszczonego wspaniałego szlaku śródlądowego na Odrze i podupadającej kolei Odrzanki, pomimo znacznie niższych kosztów inwestycyjnych i nieporównywalnie wyższych parametrów transportowych będą miały szansę na odrodzenie dopiero w momencie prawnego zezwolenia lub całkowitego kryzysu państwa polskiego wpływającego na zwiększoną aktywność gospodarczą Niemiec ? Czy tak powinna wyglądać wolna Polska ? Czy zrównoważony rozwój III RP uwzględniający publiczną dostępność do ekologicznych i bardzo przyjaznych dla człowieka środków transportu stanie się w końcu rzeczywistością ? Czy kraj nadal będzie ulegał negatywnym społecznie i ekonomicznie coraz głębszym podziałom materialnym między ludźmi mieszkającymi w regionach o znacznym zróżnicowaniu komunikacyjnym ? Tylko jeśli wschód i zachód, północ i południe będą stanowiły jedną spójną komunikacyjną narodową całość współpracującą z sąsiednimi państwami rozwarstwienie społeczne będzie stopniowo zanikać a możliwości technologicznoorganizacyjne jakie dają ekologiczne środki publicznego transportu będą pozytywnie wykorzystane.
11 czerwca 2017 roku dramat zaczął się na nowo. Od tego niechlubnego dnia pociąg ekspresowy EIC LECH łączący, w czasie czterech godzin podróży, aglomerację zielonogórską z aglomeracją warszawską został zawieszony. Pociąg EIC LECH jeździ już tylko do Poznania, chociaż mógłby kontynuować swój bieg do Zielonej Góry, stanowiąc na czas remontu linii kolejowej ze stolicy Polski do stolicy Wielkopolski, dobrą alternatywę na czas prowadzonych prac. Pociągi TLK z Zielonej Góry do Warszawy jeżdżą prawie 6h a kontynuowanie jazdy przez EX LECH pozwoliłoby na przejazd w czasie 4h 40min. EIC LECH odjeżdża z Warszawy o 17.54 a przyjeżdża do Poznania o 21.17 i mógłby w tym czasie na przykład jechać w trybie przyspieszonym dalej do Zielonej Góry (Poznań odjazd 21.19, Zielona Góra przyjazd 22.34), bez zatrzymywania się w Nowym Tomyślu i Zbąszynku (do tych miejscowości osobowa komunikacja kolejowa jest zapewniona pociągami regionalnymi z Poznania a przesiadki w Zbąszynku do Gorzowa nie mają na czas remontu sensu, bo do południowej stolicy województwa lubuskiego w tym okresie lepiej jechać przez Bydgoszcz i Piłę). Do takiej oferty warto dodać bilet promocyjny z Warszawy do Zielonej Góry w granicach za 49-59 zł i wtedy nie trzeba odcinać mieszkańców aglomeracji zielonogórskiej i jej pobliskich miast na południu regionu (ponad 300 tysięcy ludności) od dogodnej i przystępnej komunikacji kolejowej (powrót Zielona Góra odjazd 4.32 i dalej zgodnie z funkcjonującym rozkładem jazdy Poznań 5.46 - 9.18 Warszawa). Czy naprawdę nie da rady, żeby Polska była państwem nowoczesnym i podejmowanie decyzji o funkcjonowaniu transportu publicznego w całym kraju opierało się na kompleksowej odpowiedzialności za dobrą jakość życia społecznego ?
Skracanie, zawieszanie, likwidowanie na czas remontów, po nich albo bez nich, dobrych pociągów i odzwyczajanie od ekologicznych dobrych prospołecznych środków transportu to w Polsce w ostatnim 25-leciu taka ponura przypadłość decydentów i to niezależnie od ich takiej czy innej maści politycznej. Pomimo tego, że można zachęcać społeczeństwo do działania, do wspierania w ludziach aktywnych form zatrudnienia, finansowo doceniać rozwój państwa tylko i wyłącznie przez wspieranie ludzi pracy, to nie praktykuje się w pełnym wymiarze mądrej polityki podkreślającej wyraźnie zasadę: ''pracujesz to masz i stać Cię na wszystko, nie pracujesz to nie masz nic i na nic Cię nie stać, bo nie możesz oczekiwać, że Cię będzie stać żyć kosztem pracy innych''. Dopóty nie nastąpi całkowite odcięcie od chorych praktyk wspierania patologicznych form życia z państwowego socjalu (zabranego kapitału pracy aktywnym ludziom myślącym nowocześnie, a przez to rezygnacji z kluczowych inwestycji jak sprawna i łatwo dostępna komunikacja) to Polska nie może stać się państwem z nowoczesnym przemysłem transportowym i wysoko zaawansowanymi technologicznie zakładami produkcyjnymi a obywatele regularnie pracujący mają zaniżone wynagrodzenia, z których finansowane jest rozdawnictwo pieniędzy dla niepracujących, pracujących na czarno i inne krótkowzroczne hasła mające na celu przypodobanie się wyborcom ale nie biorące pod uwagę przykrych konsekwencji gospodarczych dla jakości społecznego życia w dłuższym okresie czasu.
"PRACUJESZ TO MASZ I STAĆ CIĘ NA WSZYSTKO, NIE PRACUJESZ TO NIE MASZ NIC I NA NIC CIĘ NIE STAĆ, BO NIE MOŻESZ OCZEKIWAĆ, ŻE CIĘ BĘDZIE STAĆ ŻYĆ KOSZTEM PRACY INNYCH".
subiektywno-obiektywna sentencja (wolne myśli Tomasza R.)
oprac. Tomasz Raszowski (rok 2010, 16 grudnia)
Komentarze
Prześlij komentarz